sobota, 29 marca 2014

herbatka u Ani....

 
 kiedy tam jestem...
czuję się jak mała dziewczynka...
która oglądając swój ulubiony katalog z zabawkami
 robi:
zamawiam, zamawiam, zamawiam...
 :)
uwielbiam!
uwielbiam tam dosłownie wszystko...

 
meble, makatki, koronki...
 i wszystkie kolekcje Pana domu...


uwielbiam jak dom ma klimat...
jak mogę zatopić się w jego ciepłej atmosferze...
 podziwiać i przenieść się w czasie...

 
uwielbiam pić tu herbatkę...
prowadząc nieśpieszne rozmowy...
czy chichrać się przy ognisku...
 zajadając najpyszniejszą...
kiełbaskę na świecie...

 
uwielbiam to, że mam tu...
 bratnie dusze podzielające...
moją fascynację wsią...
 i starociami wszelkimi...
 

tak! zdecydowanie czuję się tu wspaniale...
choć czasem się wstydzę, że..
oczu oderwać nie mogę...
ale nic nie poradzę na to, że..
wszystko mi się tu tak bardzo podoba...



dziś dla Was, migawki...
z popołudniowej herbatki u Ani....
nie mogłam się opanować...
musiałam pokazać Wam jak u niej jest pięknie...
 

 
Cudownej niedzieli kochani :)
 

środa, 26 marca 2014

odrapańce....

 
kochani dziś kolejne migawki
 z Niebieskiej Chaty...
tym razem moje odrapańce...
czyli nader piękne szafeczki...
nadszarpnięte zębem czasu...
:)
szafki, oprócz sklepowej witrynki...
(długa szafka po lewej stronie)
mają swój "pierwotny" wygląd...
ja jedynie umyłam je, zabezpieczyłam..
by farba dalej z nich nie odpadała...
i dołożyłam kolorowe uchwyty...
i to wszystko :)...
meble te uwielbiam przede wszystkim za...
  ich naturalne spękania...
i przebijające spod wierzchniej białej farby...
kolorowe akcenty...
 szafki są dla mnie jak swoisty...
 powstający przez długi czas obraz...
kiedy to na płótno...
 nakładane są kolejne warstwy farb...
lubię...
bo jak sami wiecie nie lubię nudy :)...
lubię, bo są stare, bo są ciekawe...
bo są jedyne w swoim rodzaju...
i  na pewno kryją niejedną tajemnicę :)
 
 
a tu na pierwszym planie...
mój ukochany stołeczek od Oli...
oraz zestaw obowiązkowy :) ...
 jaki sprezentowała mi Olunia...
w ramach wyposażenia mojego nowego piekarnika :)
nie ukrywam, że Ola wiedziała co robi :) ...
bo nie posiadałam żadnej formy do pieczenia...
a teraz dzięki Niej...
mogę nawet upiec ciasto :)
Oluś dziękuję Ci z całego serca :)
jesteś wspaniałą, kochaną istotką :)
Oprócz form do pieczenia...
Ola przysłała mi jeszcze dwie śliczne półeczki..
moje ukochane szmatki...
i wiele, wiele cudnych różności....
paczka od Niej sprawiła mi ogromną radość...
była ogromna!! ale najważniejsze...
podarowana od serca...
a ja to jej wielkie serce czuję na każdym kroku...
i z każdym kawałkiem upieczonego ciasta :)
 
 
a tutaj wspomniana wcześniej witrynka sklepowa..
  witrynkę wyhaczyłam na allegro za całe 50 zł...
jak tylko ją zobaczyłam wiedziałam, że musi być moja!
drżącymi łapkami mierzyłam....
 czy wejdzie tam gdzie ją chciałam...
i na szczęście okazało się,
że pasuje jak ulał....
 
 
oczywiście jak tylko witrynka do mnie dotarła...
mój mąż z błogim uśmiechem skwitował, że
" w życiu większego badziewia nie widział " :)...
bo witrynka była pomalowana na cud brązowy kolor...
tak dokładnie, że farba pokrywała częściowo szyby...
ale ja wiedziałam, że pod tą farbą....
 kryje się prawdziwa piękność :)...
Przy witrynce niestety trzeba było się napracować...
ale za to odwdzięczyła się niespodzianką...
okazało się bowiem, że
kółka przymocowane do drążka obracają się....
co daje mi prawie pewność...
że kiedyś witrynka stała w cukierni...
lub u zegarmistrza czy jubilera...
 
 
 obracające się kółeczka...
okazały się idealnym rozwiązaniem...
 bo nie muszę sięgać po ulubione filiżanki...
z obawą, że przy okazji potłukę...
którąś z moich świętych  figurek...
 
 
a tu kolejny odrapaniec tzw. spiżarka, czyli...
 szafeczka na kompoty, dżemy...
słowem na przetwory :)...
idealna, mała, ale bardzo pakowna...
 
 
a przed szafką..
mój najnowszy zakup...
taborecik na Tolix' ową nutę...
 zakupiłam go tu:
i przyznam się, za bardzo przystępną cenę -129 zł...
był to mój pierwszy zakup w tym sklepie...
wcześniej blokowała mnie kwestia płatności...
gdyż jestem z tych zupełnie nietechnicznych ludzi :)...
ale na szczęście wprowadzono płatność przy odborze...
więc i ja mogę sobie coś tam od czasu do czasu wybrać...
 
 
Tolix'owe krzesła i taborety podobały mi się od dawna...
ale ich ceny zdecydowanie mnie blokowały...
tam gdzie trafiłam ceny taboretów zaczynały się...
od 249 zł...
wcześniej na Westwingu znalazłam taborety za 99 zł...
ale niestety szybko zniknęły i musiałam obyć się smakiem...
stołek dotarł do mnie dwa tygodonie po zakupie...
trochę długo, ale za to jaka radość :)...
 taboret spodobał mi się do tego stopnia...
że poszłam dalej...
i zamówiłam już sobie niebieskie krzesło...
do Niebieskiej Chaty...
 doczekać się dosłownie nie mogę :)
 
 
nie byłabym sobą gdybym nie pokazała Wam...
nad czym spędzam wieczory :)
tak :) znów opanowały mnie kwadraty :)
na być duży, kolorowy...
mega pozytywny i radosny...
jak wiosna :)
już go kocham i uwielbiam dziergać..
 te energetyczne kwadraty
słowem sama radość :)
 
 
 
ściskam Was kochani gorąco
samych serdeczności życząc
będą za jakiś czas, bo
przede mną długo oczekiwane spotkanie...
w niedzielę przyjeżdza z Kanady
 moja ukochana siostra Gosia
nie widziałyśmy się dwa lata...
nie mogę się jej doczekać...
marzy mi się wspólna kawka
i wypad na babskie zakupy...
:)
 
p.s.  na pierwszym zdjęciu cudeńko od Oli- uwielbiam :)
buziaki!
 
 


niedziela, 23 marca 2014

w turkusowym kolorze......

 
 
Czy u Was też pada deszcz?
bo u mnie leje od samego rana...
a wczoraj był taki piękny dzień....
słońce, ciepło, kawa na tarasie...
potem sprzątanie w ogrodzie...
napracowałam się bardzo...
ale mam już wszystko zagrabione, zadbane...
słowem plan wykonany ....
i z czystym sumieniem czekam na pierwsze kwiaty...
:)
 
 
po tak pracowitym dniu ...
czekała mnie nagroda w postaci....
czekoladowego ciasta  ...
pychota!, ale za to dziś...
pada nie pada w las poleciałam...
gubić zbędne kalorie :)...
fajnie jest biegać w deszczu po lesie ...
szczególnie, że tak intensywnie pachnie wiosną...
 
 
ten tydzień był dla mnie bardzo pracowity...
szydełkowanie zmęczyło mnie bardzo...
bolały mnie palce, wręcz całe dłonie..
ale już tak mam..
jak mi pomysł do głowy wpadnie...
robię dzień i noc....
 
 
tym razem jednak odrobinę przesadziłam....
 musiałam się zregenerować i odpocząć pracując w ogródku...
i na cztery dniu odpuściłam szydełkowanie...
co jest zupełnie do mnie niepodobne ....

 
ale dziś znów mnie nosi...
czas wrócić do zaczętych projektów...
bo kolejne pomysły w głowie mi siedzą...
a ręce są znów niecierpliwe...
:)


Kochani od dłuższego zastanawiam się....
nad zorganizowaniem warsztatów szydełkowych...
może nawet cyklu spotkań...
dla wszystkich tych, którzy chcieliby...
 oderwać się od domowych obowiązków...
spędzić czas na łonie natury..
a przede wszystkim nauczyć się szydełkować...
lub wymienić doświadczenia...
co sądzicie o moim pomyśle?
 będę bardzo wdzięczna za Wasze wypowiedzi...
może one pomogą mi w podjęciu decyzji...
 

 
ściskam Was wszystkich bardzo gorąco...
cieszę się, że jesteście! :)
 cudnego i słonecznego tygodnia Wam życzę
:)