Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chlebak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chlebak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

jak miło....



jak miło jest wracac do domu, po ciężkim dniu w pracy...
jak miło jest słyszeć od progu mamo kocham cię...
jak miło jest, jak moją szyję oplatają małe rączki a na policzki sypią się pocałunki...
jak miło jest, gdy o moje łydki ociera się ukochany kot...
by za chwilę wepchnąć się na kolana i z miłości podgryzać mi ucho...
jak miło jest słyszeć "no choć się wreszcie przytulać, bo tęskniłyśmy za Tobą cały dzień"...
jak miło jest słyszeć "jesteś najlepszą mamunią na świecie"...




jak miło jest dostać kubek gorącej herbatki....
szczególnie po godzinie jazdy w zimnym autobusie...
jak miło jest zobaczyć pod drzwiamy długo oczekiwaną przesyłkę...
jak miło jest ją rozpakować i cieszyć się jak dziecko z jej zawartości...
jak miło jest usiąść do komputera i odebrać niespodziewanego maila....
od kogoś, kogo się zupełnie nie zna, a kto z potrzeby serca napisał do mnie niezwykle ciepły list...
o tym, że się ze mną śmieje, płacze i przeżywa..
o tym, że mamy podobną wrażliwość...
podobne spojrzenie na świat...
na ludzi...


o tym, że też miewa gorsze i lepsze dni..
i że podobnie jak ja, czasem ma ochotę ucieć gdzie pieprz rośnie...
i po tak trudnym dniu, gdy juz zupełnie "opada" wszystko...
gdy zmęczenie jest nie do ogarnięcia...
gdy ramiona ze stresu bolą niemiłosiernie...
gdy przestaje się wierzyć i mieć nadzieję...
gdy znów dopada czarnowidztwo...
a świat nabiera koloru szarego...



nagle dostaję się to, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze-
drugiego człowieka....
bratnią duszę...


i znów mój świat jest koloru blue...
i znów wierzę- wręcz wiem!!! że warto!!...
właśnie dla takich maili, dla takich chwil i przeżyć tu- z Wami w blogowym świecie...
warto...

 ROBIĆ SWOJE...
i być
WIERNĄ SOBIE...

przeżyć życie po swojemu, starając się nie przejmować pierdołami, które jutro już ważne nie będą...

Aniu autorko dzisiejszego maila- dziękuję kochana za to, że przywróciłaś mi kolor niebieski ;)..

Kochani dziś się nieco rozpisałam...
ale cóż zrobić ;) emocje to emocje...
lubię je, bo emocje są zawsze szczere...

ściskam Was wtorkowo ;)

p.s. a na zdjęciach kącik kawowy w jadalni....
moje ukochane miejsce gdzie codziennie 6:15 popijam poranną kawkę...
uwielbiam!! - kawę!! -tak wczesne wstawanie mnie dobija....

niedziela, 18 listopada 2012

new beginning....


dziś króciutko....
taka szybka "zajawka"...
z nudnej szafy chlebowej...
powstaje...


biało, różowo, miętowy...
 odrapany chlebowiec....
wszystko w pastelach...
postarzane...
jak ze skandynawskiego sklepu ;)....



jak się Wam podoba?...
a girlanda?...

tak...
Dziś jest dla mnie...
 zdecydowanie...
Nowy Początek...

cudownego tygodnia Wam życzę ;))
Wasza Agnieszka Niebieska...

wtorek, 24 kwietnia 2012

historia pewnej szafy


Szafy chlebowe ukochałam miłością dozgonną. Pierszą kupiłam już "zrobioną" na pięknie, oszlifowaną, nawoskowaną od razu do wstawienia. Dała ona początek mojej kolekcji, to od niej również zaczęła się moja przygoda ze starociami i moja pasja renowacji a raczej "nowej stylizacji" starych mebli. Druga szafa zachwyciła mnie formą i delikatnością, to nic, że była do całkowitego remontu, wiedziałam, że muszę ją mieć. Nie pamiętam ile spedziłam nad nią czasu. Doskonale za to pamiętam ból pleców, piekące ręce i pęcherze na palcach... może gdybym używała szlifierki do zdarcia tony farby olejnej praca szła by o niebo szybciej i łatwiej, ale ja jestem zwolenniczką szpachelki i preperatów usuwających farbę...
i chwała mi za to!!
Własnie dzięki usuwaniu olejnicy warstwa po warstwie, w pewnym momencie ukazała mi się piękna oryginalna malatura mebla. Ach, mojej ekscytacji nie było końca... Kawałeczek po kawałku szafa odkrywała przede mną skrywaną przez lata tajemnicę. Oczywiście nie wszystko udało się uratować, ale i tak efekt końcowy przerósł moje wyobrażenia... a ja dosłownie zakochałam się w powstałej fakturze, w  odkrytych kolorach, w ulotności i świadomości, że ponad wiek temu gdzieś w warsztacie malowano to co ja teraz widzę i dotykam....
 Ta szafa ma dla mnie wyjątkowe znaczenie, była powodem ogromnej kłótni, po której otworzyły mi się wszystkie możliwe klapki, wyostrzyły zmysły a świat zmienił się nie do poznania... szafa stała się początkiem wielkich pozytywnych zmian... oddała mi swoją tajemnicę a ja za jej drzwiami głęboko jak na dnie serca ukryłam swoją ... dla mnie jest wyjątkowa, wręcz magiczna... przestałam się już dziwić, że po wizycie rodziny czy znajomych słyszę... "macie tyle tego wszystkiego, tych bibelotów, cudnych mebli... ale ta szafa!"... 
 warto było o nią walczyć, jest moja na zawsze...