Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szafa chlebowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szafa chlebowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

kuchennie....

 
Kochani...
remont kuchni trwa...
masa roboty...
mało czasu...
ja się przyglądam...
 wymyślam...
i nie mogę się doczekać końca...
bo już chciałabym wszystko układać...
i robić ten ostatni szlif....
 
 
mam wizje...
 masę pomysłów...
i co najważniejsze....
siłę przebicia :)....
tak dużą...
że nawet mój mąż...
 ze mną nie dyskutuje ;)...
chyba już odpuścił...
albo się przyzwyczaił do życia z artychą ;)...
 
 
 
ponieważ nie za dużo mogę zrobić sama...
a nosi mnie..
 oj nosi strasznie...
wyżywam się na szydełku...
robiąc dodatki kuchenne...
łapki, ściereczki, podkładki...
 
 
przy okazji przemalowałam szafę...
jest teraz już cała moja :)...
w moich kolorach...
nie jest już uładzona...
ale ma pazur...
 no kocham ją strasznie...
 i nie mogę się na nią napatrzeć :)...
 
  
 wcześniej szafę chciałam sprzedać..
 gdyż brakowało mi już na nią miejsca...
ale los jak zawsze zadecydował za mnie ...
i do nowych właścicieli pojedzie inna...
mniejsza i niższa...
i takie rozwiązanie pasuje mi najbardziej :)...
 
 
 
uwielbiam malować meble...
uwielbiam to, że mogę mieć w domu..
szafę fioletową, turkusową, czerwoną...
niebieski fotel...
kolorowe taboreciki...
 zielony stół.... :)
 a Wam jak się podoba nowa odsłona szafy?...
 
 
ściskam Was serdecznie
cudownego tygodnia życząc :)
przesyłam moc radości i pozytywnej energii!!
buziaki!!! :)
 

 


poniedziałek, 17 grudnia 2012

zaszydełkowana....



no wiem, nie było mnie i nie było...
a to wszystko przez totalne zaszydełkowanie...
zamknęłam kompa na kluczyk, by mnie nie kusił i oddałam się przyjemności...
która niestety na chwileczkę przerodziła się w małą tyrkę...

jak dobrze, że uwielbiam szydełkowanie...
bo inaczej już dawno rzuciłabym to w diabły...
tym razem nie mogłam sobie odpuścić, gdyż czas mnie gonił...
musiałam dokończyć to, co rozpoczęłam już tak dawno temu...

no cóż cała ja...
zaczynam...
 zaraz za chwilę wpada nowy pomysł, który trzeba natychmiast realizować...
więc przerywam...
 potem wracam...
i tym sposobem mam masę prac do dokończenia...
ale przynajmniej mi nie nudno ;)...

nadrabiając blogowe zaległości napatrzyłam się na piękne dekoracje Waszych domów...
ach podziwiam, podziwiam...
 te pierniki, te adwentowe kalendarze, te stroiki...
a u mnie?
a u mnie jak zawsze na opak ;)))
zero świątecznego nastroju i wystroju...
mnie opanował kolor!!

mam serdecznie dość bieli za oknem...
 i z ogromną przyjemnością napawam oczy zielenią...
która powróciła do nas na chwilę...
i cóż, że razem z błotem?
i tak jest bosssko!!
i dokarmiam sikoreczki...
z żółtymi brzuszkami i kolorowymi piórkami..
rozwiesiłam kolorowe, ziarenkowe kuleczki...
 na mojej opanowanej przez te cudne ptaszki wisience....
i podziwiam jak natura tworzyć potrafi...

ach mało mi kolorów!!
zdecydowanie za mało!!
czekam na wiosnę!
 na purpurowe różaneczniki, na fioletowe bzy,
 czekam na żółte mlecze
i bordowe tulipany, które zaskoczą mnie swym pojawieniem...
tak, tak zaskoczą...
gdyż pierwszy raz cebulki nie są sadzone "moją ręką"..
więc już czekam na to zaskoczenie...
i doczekać się nie mogę ;)....

więc staram się przynajmniej nadrabiać kolorami...
 choć we własnej kuchni...
cierpliwie kompletuję pastelową zastawę....
 z ukochanego miętowego domku...
wyglądając już wiosny...
 i czekając na cieplejsze dni...

ach!! a dziś?!!!
Today was a very good day!!
From my friend Barbara i got a beatiful christmas stars and blanket
in my favourite colors!!
I.m so happy!!
now i have my own ;))
made for my!!

Thank you Barbara so much!!
Im very, very happy!! ;)..

 a dziś dostałam przepiękne świąteczne gwiazdki i cudny kocyk...
 zrobiony specjalnie dla mnie przez Barbarę...
w moich ukochanych kolorach!!..
i wreszcie mam własny ;)
i nie jestem już przykładem, że szewc bez butów chodzi ;)...
Dziękuję Basiu serdecznie z całego serca ;)...
jestem taka szczęśliwa!!


Dziś był zdecydowanie CUDOWNY DZIEŃ! ;)))

ściskam Was kochani moocno!!
samych cudowności życząc ;)!

p.s. malowana szafa chlebowa skończona i szuka nowego właściciela
w przypadku zainteresowania proszę o kontakt mailowy ;)




wtorek, 24 kwietnia 2012

historia pewnej szafy


Szafy chlebowe ukochałam miłością dozgonną. Pierszą kupiłam już "zrobioną" na pięknie, oszlifowaną, nawoskowaną od razu do wstawienia. Dała ona początek mojej kolekcji, to od niej również zaczęła się moja przygoda ze starociami i moja pasja renowacji a raczej "nowej stylizacji" starych mebli. Druga szafa zachwyciła mnie formą i delikatnością, to nic, że była do całkowitego remontu, wiedziałam, że muszę ją mieć. Nie pamiętam ile spedziłam nad nią czasu. Doskonale za to pamiętam ból pleców, piekące ręce i pęcherze na palcach... może gdybym używała szlifierki do zdarcia tony farby olejnej praca szła by o niebo szybciej i łatwiej, ale ja jestem zwolenniczką szpachelki i preperatów usuwających farbę...
i chwała mi za to!!
Własnie dzięki usuwaniu olejnicy warstwa po warstwie, w pewnym momencie ukazała mi się piękna oryginalna malatura mebla. Ach, mojej ekscytacji nie było końca... Kawałeczek po kawałku szafa odkrywała przede mną skrywaną przez lata tajemnicę. Oczywiście nie wszystko udało się uratować, ale i tak efekt końcowy przerósł moje wyobrażenia... a ja dosłownie zakochałam się w powstałej fakturze, w  odkrytych kolorach, w ulotności i świadomości, że ponad wiek temu gdzieś w warsztacie malowano to co ja teraz widzę i dotykam....
 Ta szafa ma dla mnie wyjątkowe znaczenie, była powodem ogromnej kłótni, po której otworzyły mi się wszystkie możliwe klapki, wyostrzyły zmysły a świat zmienił się nie do poznania... szafa stała się początkiem wielkich pozytywnych zmian... oddała mi swoją tajemnicę a ja za jej drzwiami głęboko jak na dnie serca ukryłam swoją ... dla mnie jest wyjątkowa, wręcz magiczna... przestałam się już dziwić, że po wizycie rodziny czy znajomych słyszę... "macie tyle tego wszystkiego, tych bibelotów, cudnych mebli... ale ta szafa!"... 
 warto było o nią walczyć, jest moja na zawsze...