Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pled. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pled. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 kwietnia 2014

prezent :)

 
Miało być wiosennie, kolorowo, pozytywnie i RADOŚNIE
UDAŁO SIĘ!
  uwielbiam splatać kolorowe niteczki....
szczególnie gdy, robię to na wyjątkową okazję....
i dla bliskich mi osób...
 kocyk to prezent ślubny....
 dla Marty i Cypriana....
życzę im ...
  pięknego, radosnego, kolorowego i szczęśliwego...
życia we dwoje :)
prezent już spakowany...
we środę jedzie do Kanady...
i tak trochę Niebieskiej Chaty
trafi za dużą wodę :)
jak myślicie
para młoda będzie zadowolona z mojej niespodzianki?
 
I love to do something for a special occasion...
and for my loved ones....
the blanket is a wedding gift for.....
 Marta and Cyp...
 to have a beautiful, joyful, colorful and happy life together
from me with all love i have :)
on Wednesday, the blanket goes to Canada...
and some Blue Cottage ( Niebieska Chata ) ...
will go for the ocean :)
 



 
Wspaniałego weekendu kochani :)
Have a great weekend :)
 


niedziela, 28 lipca 2013

home sweet home....

 
Jak dobrze wrócić do domu....
nawet jeżeli w kuchni woda odłączona...
i pobojowisko, że hej :)...
 
 
jak dobrze wypić kawkę z własnego ekspresu...
wreszcie wytulić i wycałować koty...
sprawdzić jak kwitną kwiaty w ogródku...
i rozpakować wszystkie starociowe zdobycze :)...
 
 
jak dobrze rozsiąść się w ulubionym fotelu...
z herbatką, laptopem...
i szydełkiem w ręku....
wreszcie w domu!! :)....
 
 
wróciłam...
z wakacji pełnych słońca i morza...
świderków, hot dogów i gofrów z bitą śmietaną...
z wakacji pełnych rozmów, wspomnień z przeszłości...
 z odkrytą rodzinną tajemnicą...
tak oczywistą a tak zaskakującą!...
 
 
jak dobrze być w domu :) ...
nawet jeżeli jest masa sprzątania...
i remont w połowie drogi....
 
 
a jak miło zabrać się za ulubione zajęcie ;)....
tym razem robię kocyk...
ażurowy, w jednym kolorze...
kwiecisty...
masa pracy, ale jakie efekty...
czy Wam też się podobają takie ażurowe koce?...
ja jestem ostatnio nimi zachwycona...
 
 
tak bardzo, że postanowiłam zrobić wreszcie coś dla siebie ...
muszę odpocząć od granny squares ;) ...
choć już kilkanaście kwadratów czeka na swoją kolei...
więc chyba odpoczynek będzie krótki ;)....
 
 
a lubicie stare serwety, makatki i obrusy?...
ja je kocham ogromnie!....
naszykowałam ich sporą część...
krochmalę i prasuję...
i wymyślam, gdzie je wszystkie powieszę ;)
jak kuchnia będzie skończona...
 

och.. brakowało mi swoich kątów...
swoich kolorowych szmat i szydełek...
brakowało mi Was, blogowania...
 i takiej zwykłej codzienności ;) ....
jak dobrze być w domu ;)...
 

 
Kochani postanowiłam podzielić się ciut z Wami tym co robię ;)...
w związku z tym:
 
 powyższe pastelowe girlandy
 cena 35 zł plus 5 zł przesyłka
a poniżej
 
 bawełniany komplet podkładek:
2  podkładki pod duże talerze
2 podkładki pod kubeczki ( zielona i turkus)
cena 79 zł plus 6 zł przesyłka
 
gdyby się coś komuś spodobało, proszę o kontakt mailowy

 
Ściskam Was serdecznie i gorąco pomimo upałów ;)
Buziki!! Cudownego Tygodnia dla Was!!

niedziela, 14 kwietnia 2013

niedzielnie....



pozostając w wiosennych klimatach....
dziergam pastelowo...


szydełkuję kwiatek za kwiatkiem...


na okrągłe podusie...


kwadracik za kwadracikiem....


na babciny kocyk...


i sama nie wierzę...
że wczoraj minął....
mój pierwszy ROK z WAMI...
DZIĘKUJĘ!!!


dziś dla Was bratki i afrykański kwiatek..
a w środę...
moje pierwsze CANDY..
będzie kolorowo i oczywiście szydełkowo...
Zapraszam z całego serca ;)...
BUZIAKI! ;)

środa, 10 kwietnia 2013

idzie wiosna... czyli o filmach i książkach z szydełkowaniem w tyle



   Dziękuję Bogu, że wreszcie dni zaczynają byś słoneczne, że słyszę już śpiew ptaków, i że powietrze jest co raz cieplejsze... dziękuję... nie przeraża mnie nawet śnieg po kolana, bo wiem, że za chwilę będę oglądać zieloną trawę i pierwsze wiosenne kwiaty...




a było już tak blisko... tak blisko do tego stanu, kiedy nie ma już siły na nic i nic się już nie chce... kiedy najchętniej spędziłoby się dzień w łóżku, starając się przespać wszystkie troski... czy macie jakieś własne sposoby na odgonienie czarnych myśli? na ten stan melancholii tak charakterystyczny dla jesieni i zimy?... ja mam... moim sprawdzonym sposobem jest kino... bo kino podobnie jak książka daje mi możliwość oderwania myśli i rozbudzenia wyobraźni... kino skutecznie rozgania wszystkie czarne chmury zbierające się nad moją głową, daje mi dystans, daje mi przeczekanie i wyciszenie.... mam kilka tytułów, do których wracam jak przysłowiowy bumerang i które dopasowuję do swojego nastroju...  i tak:...... na złe stany ducha niezastąpiony jest Angielski pacjent... och uwielbiam tą wielką miłość i te przepalone słońcem zdjęcia... aż czuję ten upał, zapach pustyni i piasek na ustach... ten film zawsze wyciąga mnie za uszy, dając nadzieję i rozgrzewając zmysły...   gdy brakuje mi koloru oglądam Amelię... gdy potrzebuję magii zawsze jest to Niebieski.... gdy potrzeba mi wiary we własne zdolności Frida jest moim lekarstwem... a gdy dzień jest już zupełnie ciężki "zabieram się" za Kolskiego.... gdyż kocham ten stan nieśpieszności.... kocham to kochanie- zawsze wielkie kochanie...  gdy potrzebuję mieć stan przynależności, poczuć gdzie są moje korzenie i moje miejsce-  Ziemia Obiecana i Zaklęte Rewiry z ich mieszczańskim klimatem zawsze są niezawodne.... uwielbiam Sól ziemi czarnej za śląską kuchnę pełną białej emalii i makatek... i kocham Balladę o Januszku za wszystko o czym opowiada.... ech wymianiać bym mogła i mogła... teraz kiedy wreszcie szydełkuję " nie patrząc na ręcę", mogę łączyć te dwie przyjemności... tylko niestety jak na razie nie udaje mi się szydełkować i czytać ;(... wspomagam się więc audiobookami i wsłuchuję się w słowa Mistrza Bułhakowa... oraz.... rozwiązuję zagadki z Agathą Christie... tylko niestety tak bardzo brakuje mi tego charakterystycznego dla książki zapachu, tego stanu umysłu, skupienia jaki towarzyszy mi przy każdej czytanej literce.... postanowiłam więc pójść w ślady mojej przyjaciółeczki i zrobić wszystko co jest możliwe, by poświęcić choć dwa wieczory w tygodniu dla tej ogromnej przyjemności... bo przecież nie samym szydełkiem człowiek żyje ;) .... wiem już nawet w co się tak zaczytam.... w coś na co czekałam od dawna... w coś co jest mi tak bliskie...

 Konrad cieszę się, że los skrzyżował nasze drogi...
podziwiam Cię... za odwagę, za dążenie do obranego celu, za konsekwencje....
gratuluję z całego serca i trzymam kciuki za Twoje marzenia...
bo jak to powiedział Laska z Polski w filmie
Chłopaki nie płaczą....
" wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie:
co lubię w życiu robić?
 a potem... zacznij to robić" ...

 Konrad, Tobie już się udało! ;)....

 a gdyby ktoś z Was drogie Panie i drodzy Panowie chciał pójść w moje ślady zachęcam,
 książka jest już dostępna w Empikach jak również na tej stronie...


Kochani dziękuję Wam....
 że pomimo mojej niebytności na blogu nadal tu zaglądacie
i nadal o mnie pamiętacie...
strasznie mnie to cieszy ;)))
i jest to dla mnie bardzo ważne...
obiecuję, bywać częściej...
w zasadzie obiecuję TU BYĆ a nie tylko BYWAĆ  ;)
tak jest zdecydowanie lepiej ;)))

a co u mnie?...



 oczywiście szydełkuję ...
powoli też przygotowuję się
do " wielkiej przygody " ;)...
jak na razie pozostaje ona w sferze marzeń
ale wierzę w to, że wszystko się uda!
gdyż odpowiedziałam już sobie na jedno ważne pytanie ;)...
a o chorobach Wam nie piszę...
bo mam już ich serdecznie dosyć!!


kolorowego Tygodnia Kochani!!
ściskam Was serdecznie
a w niedzielę zapraszam na niespodziankę ;)

p.s. Króliczka Wiolettka przywędrował do Nas oczywiście z Miętowego Domku
 ubranka uszyłam i wyszydełkowałam na specjalne zamówienie
Zosi nowej przyjaciółki króliczki  ;)


piątek, 29 marca 2013

Wesołego Alleluja!


Za oknem ciągle biało....
 śnieg nadal pada...
ale....
bociany już przyleciały!!....
wiosna jest blisko!!...


.....

"w tak pięknych okolicznościach przyrody....
i ten, tego niepowtarzalnych...
Pani pozwoli i Pan pozwoli"....

że złożę Świąteczne życzenia...


słońca, ciepła, zapachu kwitnących drzew...
wiosennej burzy, śpiewu ptaków..
i wszechobecnego koloru...

bieli mówimy stanowcze "NIE"...

 Wesołego Alleluja!!!!

miłości, życzliwości i wszelkiej serdeczności dla Was Kochani!!


piątek, 22 lutego 2013

Justynka, Tola i Ja....


Pewnego lata Justynka, Ja i Ania Wadera- Tolą zwana, wybrałyśmy się do Zakopanego...
świeżo po maturze, z głowami w chmurach i z karimatami pod pachami...
bez planowania, bez zarezerwowanego noclegu i niemal bez pieniędzy...
zupełny spontan...


lato tego roku było wyjątkowo upalne..
ale nam w niczym ten upał nie przeszkadzał...
zaczynałyśmy o 7 rano i przez cały dzień, aż do zupełnego zmroku łaziłyśmy po górach...
za prowiant służyły nam parówki i suche bułki...
a woda ze źródła smakowała jak najlepszy trunek... 
i tak dziesięć dni zwiedzania i wspinania...
Kasprowy, Giewont, Świnica..
 Tatrzańskie doliny, Morskie oko, gdzie kilka metrów od schroniska dopadła nas burza...



 po tak aktywnym dniu czekała nas nagroda...
zabawa w doborowym towarzystwie na Krupówkach....
nie było znużenia, marudzenia...
 wszystko było super...
góry wysokie i piękne..
górale rozśpiewani i niezwykle uczynni...
nawet parówki smakowały zupełnie inaczej...


......
los sprawił, że wróciłam w to miejsce dopiero po 20stu latach...
nawet nie wiem kiedy ten czas minął?...
wróciłam w innych okolicznościach przyrody...
i zupełnie nie mogę się odnaleźć...


brakuje mi tych wrażeń i tych zapachów z tamtych lat...
brakuje mi Toli, z którą urwał się kontakt...
ale dzięki Bogu widok za oknem pozostał taki sam...
i tak patrzę na Giewont i wspominam...
Justynkę mdlejącą pod nogami przystojnego metalowca..
Tolę w kucykach i cudnych piegach na nosie...
i siebie bez lęku wysokości, bez agorafobii, 
dla której nie było rzeczy niemożliwych ;) ...
och.... potrzebowałam tego urlopu...
jutro wracam do domu...
taka sama, ale zupełnie inna ;)...


ściskam Was gorąco spod samiuśkich Tater!!!...
jak widać po zdjęciach, nawet na krótkim urlopie szydełkuję ;)...
bo nie wyobrażam już sobie inczej ;)...



wtorek, 13 listopada 2012

zamiana miejsc....



dziś mała "zajawka" nowego projektu...
ma być fioletowo, musztardowo, różowo...
a przede wszystkim kolorowo....

     

zrezygnowałam, więc całkowicie z bieli..
wytargałam z szafy włóczki...
dobrałam kolory...
i zrobiłam małą próbkę....
sądzę, że zapowiada się ciekawie, jak myślicie?...



oczywiście nie mogło być inaczej...
nie mogło zabraknąć kota...
tym razem w pracy towarzyszył mi Gucio....
a raczej Godzilla....
 bo Gucio jak się okazało jest dziewczynką ;)....



ale to nie koniec niespodzianek...
kolejną sprawiła nam nasza koteczka Sisi....
 która wczoraj pojechała na sterylizację...
a dziś odbierając ją dowiedzieliśmy się, że...
Sisi jest wykastrowanym kotem!....
hmmmm....
życie jednak lubi zaskakiwać..
hihihihi....
i teraz nie możemy się ogarnąć...
 bo spadło to na nas jak dosłowny grom...
 gdyż Sisi zanim trafiła do naszego domu...
była oglądana i badana przez weta...
hmmmm...
choć z drugiej strony jakby nie patrzeć...
  rachunek nadal jest taki sam...
4 koty, 1 kotka...
tylko już w zupełnie innym "wydaniu" ;)...

Wspaniałego Tygodnia!!
 Dobrych Niespodzianek Wam życzę ;)