czwartek, 14 listopada 2013

Fuksja....

 
 
Mogłam sobie kupić nową kieckę....
lub w zamian...
 kilkanaście motków innej włóczki....
ale na pewnych rzeczach nigdy nie oszczędzam...
nigdy nie oszczędzam na jakości...
na niepowtarzalności...
na kolorach...
na fakturze....
 
 
 nie potrafię się opanować...
jak widzę coś...
 co burzy mój spokój...
coś co sprawia, że...
  non stop o tym myślę...

 
 tym razem też tak było...
bo zachwyciły mnie... 
kolorowe włókna...
ręcznie wyplecione...
na tradycyjnych krosnach...
 
 
zero masówki...
każdy motek inny...
nie do podrobienia...
w każdej niteczce zamknięta tęcza...
każda niteczka to tajemnica...
 
 
miękkie, ciepłe...
puchowe..
i tak kolorowe...
moje... :)
czy Wy też tak macie?
że jak coś serce i oczy zachwyci
to w żaden sposób opanować się nie można? :)
 
 
kolorowego i słonecznego Piątku dla Was :)
p.s.
 szalik jak i poniższe mitenki
dostępne na zamówienie
 
 
 




 
 
 


niedziela, 10 listopada 2013

bazie na wierzbie....

 
 
Dziś było u nas słonecznie...
trochę chłodno, ale przecież mamy listopad...
 sama nie wiem kiedy minęły te jesienne miesiące...
a już czuję zimę za plecami...
już czuję świąteczny nastrój...
a przecież tak niedawno upajałam się....
 ciepłem letniego słoneczka...
i planowałam malowanie kuchennych szafek...
 
 
na szafki kuchenne muszę jednak jeszcze trochę poczekać...
gdyż moje plany zweryfikowało życie...
 więc wszelkie remonty odłożone zostały...
 na bliżej niesprecyzowany termin...
teraz uczę się cierpliwości ;)...
lecz mimo wszystko nie nauczę się...
żyć z dnia na dzień..
i tego, by nie robić planów...
 
 
nie nauczę się, bo nie chcę...
 bo lubię mieć dni, kiedy mam głowę w chmurach...
kiedy planuję, kiedy marzę i wyobrażam sobie...
jak np. urządzę starą chałupę...
przyszłą warsztatownię, a w niej grono roześmianych przyjaciół...
z którymi przy kawce, czy kompocie z rabarbaru...
uczymy się szydełkować, wyplatać koszyki czy lepić garnki...

 
więc po śniadanku pozbierałam marudzącą rodzinę...
bo to mąż o kulach ledwo chodzi...
bo dziewczyny akurat zajęte...
 i nie w głowie im spacer po własnym lesie...
ale wymusiłam i wręcz zatargałam ...
 by pokazać "to miejsce"...
i opowiedzieć im " jak fajnie będzie"...
kiedy wreszcie w lasku stanie nasza prawdziwa
Niebieska Chata :)
 

 
i tak latałyśmy po brzozowym lasku...
roześmiane i rozwrzeszczane ...
w towarzystwie 4 kotów i pieska...
i planowałyśmy...
 co i gdzie stać będzie...
gdzie kwiatki posadzimy...
gdzie płotek będzie, gdzie będzie ogródek...
tylko M nie latał...
bo o kulach trochę ciężko...
myślę też, że jako pragmatyk...
już kalkulował...
 że worek pieniędzy na to wszystko potrzeba :)...
 
 
ale co tam...
Myślisz, Mówisz, Masz...
  nawet jesienią kwitną bazie na wierzbie...
:)

 
jak widać na zdjęciach wreszcie się zmobilizowałam...
i machnęłam sobie getry...
 a wszystko po zeszłotygodniowej wizycie Amelki...
 którą mama ubrała...
 w piękne białe martensy i szare ocieplacze...
tak! to jest to...
i kolorowo, i stylowo, i wesoło..
i nogi już "nie skraca"...
bo coś nie mogłam się przyzwyczaić....
 do wiązanych butów za kostkę...
a i do kozaków też fajnie wyglądają...
a Wy lubicie getry, czy jak je zwą ocieplacze na nogi?....
 
 
radosnego tygodnia Wam życzę...
:)
 
p.s. włóczki już do mnie dotarły
więc ponownie można u mnie zamawiać
 mitenki, kapcie jesienne i zimowe
 a teraz również getry w kolorach tęczy :)

niedziela, 3 listopada 2013

zimowa wersja ....

 
 
miały być jak dla Shrek 'a..
miały być żółte...
troszkę za kostkę...
 

 
ja zaproponowałam w paski...
i dłuższą wersję....
 

bo mało mi kolorów....
bo nie lubię nudy...
bo lubię "wyzwania"...
szczególnie jak sprawiają mi tyle radości :)...
 

 
i wyszydełkowałam...
z uśmiechem od ucha do ucha...
a w głowie powstały już kolejne wersje...
we wszystkich kolorach tęczy :)....
 
 
a Wam jak się podobają moje kapcie...
 w dłuższej, zimowej wersji?
 
Kolorowego i radosnego tygodnia dla Was! ;)
 
p.s. włóczki na kapcie już jadą...
zimową jak i jesienną wersję kapci
zamówicie tradycyjnie tu:
:)