Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

uwielbiam...

 
uwielbiam je...
 nawet jak:
 non stop od drzwi do drzwi biegam...
bo jeden wychodzi jednymi...
a za chwilę kolejny wchodzi drugimi...
jak non stop miski napełniam....
bo zawsze ktoś jest głodny...
nawet jak
 wreszcie usiądę z herbatką...
i spokoju nie mam....
bo już ktoś na kolanach...
 domaga się pieszczot...
 
 
 
jak zdjęcie chcę zrobić...
a tu w kadr wchodzi...
 siada i patrzy...
 
 
 
jak chcę, by zapozował...
mówię i prosze jak człowieka...
a on się odwraca...
bo przecież są ważniejsze rzeczy za oknem....
 

 
jak robię sobie poranną kawkę...
a tu sznureczek stoi i czeka...
bo może jakiś smakołyk się trafi...
uwielbiam je...
nawet jak o piatej rano....
 budzi mnie hałas...
bo w domu trwa gonitwa...
czy zabawa koralikami...
uwielbiam...
i nadal nie mogę pojąć...
że pies z kotem może jeść z jednej miski...
:)
 
 
Wspaniałego, kolorowego i wiosennego
tygodnia dla Was ;)
Czy Wy również macie już wiosnę w sercach?
 
p.s. ogromnie dziękuję Wam za życzenia
i cudne komentarze związane z publikacją w MM
jesteście kochani! dziękuję!
bardzo wiele to dla mnie znaczy :)
 
 

wtorek, 17 września 2013

już jestem :) ....

 
 
 
wróciłam....
 z sentymentalnej podróży...
do czasów dzieciństwa...
kiedy to każde wakacje spędzałam...
 u jedynej babci Heni...
 
 
z aparatem w dłoni...
przemierzałam dawne podwórka...
i pola...
 
 
i zawsze "ktoś" był ze mną...
towarzyszył mi non stop...
 
 
dobiegając do bramy...
przebiegając drogę...
czy ocierając się o moje nogi...
 
 
a to.. ciekawski tygrysek o żółtych oczkach...
 
 
a to... piękny, czarny i taki miziasty...
kotek identyczny jak mój Nocka..
 
 
 
kot - sowa...
duży, mądry, spokojny...

 
czy kotek o najpiękniejszych oczach jakie widziałam...
 
 
a to moje ulubione zdjęcie...
spojrzenie mówi wszystko...
:)
 
 
kocham je...
i cieszę się, że zawsze mogę liczyć na to samo z ich strony...
 
 
dobrze jest wrócić do domu...
gdzie oprócz córek...
czekają na mnie moje koty...
mam kogo kochać.... :)
 
 
stęskniłam się bardzo.... :)
 
ściskam Was gorąco...
 już jestem...
:)
 
 


czwartek, 16 maja 2013

leniwe popołudnie... bibułowe kwiaty DIY ;)


Dziś moje szczęścia po powrocie ze szkoły, od progu
poinformowały mnie, iż...
 " na jutro muszą koniecznie przynieść
bibułowe niezapominajki, bo wszystkie dzieci już dawno to zrobiły"..


cóż..
 mogę jedynie stwierdzić, że w przekazywaniu informacji moje dziewczyny są mistrzyniami :..
albo nie przekazują ich wcale...
albo przekazują to co chcą...
albo dostaję dwie sprzeczne informacje...
tym razem byłam pełna podziwu...
jedynie dwa dni spóźnienia ;)...


zatargałam, więc odpowiedni sprzęt...
na mój lazurowy kącik..
i zaczęłyśmy robić bibułowe kwiatki...
po chwili dołączył do nas Nocka..


i tak rodzinnie...
w ciepłku i w otulającym nas zapachu lawendy i bzów...
spędziłyśmy popołudnie...


a teraz króciutko szybkie DIY
na bibułowe kwiatki dla początkujących;)

potrzebujemy:
drucik,
nożyczki,
 kolorową bibułę

z bibuły wycinamy cienki paseczek i zwijamy...
będzie to środek kwiatka ;)
potem ten środeczek owijamy innym kolorem...
tutaj można poszaleć ;)...
 całość kwiatka mocno owijamy drucikiem...
i już mamy łodyżkę ;)..
którą owijamy szczelnie zieloną bibułą ;)...



generalnie:
 robienie kwiatków z bibuły
  polega głównie na owijaniu ;)


przyznam się szczerze, że bardzo nam się to owijanie spodobało ;)...
polecam je szczególnie tym, którzy potrzebują wyciszenia ;)...
i zaznaczam- bardzo wciąga ;)....
i tak zwijałyśmy, owijałyśmy, gadałyśmy i śmiałyśmy się...
a niektórzy nawet troszkę pospali ;)


 ja oprócz cudnie spędzonego popołudnia...
 mam dodatkowo ogromną satysfakcję...
że pokazałam swoim córkom...
troszkę naszej tradycji...
troszkę tego co zapomniane...
a co powoli wraca do łask...
bo żadna chińska tandeta...
nie zastąpi prawdziwego rękodzieła....



cudnego i ciepłego piątku Wam życzę ;)

p.s. a w sobotę wielkie losowanie ;)
zapraszam, został już tylko jeden dzień do końca Candy;)


wtorek, 13 listopada 2012

zamiana miejsc....



dziś mała "zajawka" nowego projektu...
ma być fioletowo, musztardowo, różowo...
a przede wszystkim kolorowo....

     

zrezygnowałam, więc całkowicie z bieli..
wytargałam z szafy włóczki...
dobrałam kolory...
i zrobiłam małą próbkę....
sądzę, że zapowiada się ciekawie, jak myślicie?...



oczywiście nie mogło być inaczej...
nie mogło zabraknąć kota...
tym razem w pracy towarzyszył mi Gucio....
a raczej Godzilla....
 bo Gucio jak się okazało jest dziewczynką ;)....



ale to nie koniec niespodzianek...
kolejną sprawiła nam nasza koteczka Sisi....
 która wczoraj pojechała na sterylizację...
a dziś odbierając ją dowiedzieliśmy się, że...
Sisi jest wykastrowanym kotem!....
hmmmm....
życie jednak lubi zaskakiwać..
hihihihi....
i teraz nie możemy się ogarnąć...
 bo spadło to na nas jak dosłowny grom...
 gdyż Sisi zanim trafiła do naszego domu...
była oglądana i badana przez weta...
hmmmm...
choć z drugiej strony jakby nie patrzeć...
  rachunek nadal jest taki sam...
4 koty, 1 kotka...
tylko już w zupełnie innym "wydaniu" ;)...

Wspaniałego Tygodnia!!
 Dobrych Niespodzianek Wam życzę ;)

niedziela, 27 maja 2012

Kotem być....



Szydełkowanie relaksuje mnie, uspokaja i pozwala oderwać się od krążących mi po głowie myśli.... w piątkowe popołudnie wytargałam więc kocyk, wełenki i szydełko, ułożyłam to wszystko na trawie i postanowiłam się odstresować dodatkowo łapiąc jeszcze ciepłe promyki chylącego się ku zachodowi słońca.... bo jestem jak kot... lubię się wygrzewać... i tak sobie szydełkowałam: zaległy dywanik, potem kwiatki do nowo zakupionych butów, miałam nawet w planach haftowanie zaległej poduszeczki... gdy nagle ktoś postanowił mi pomóc...

zaraz potem dołączył ktoś jeszcze...

i jeszcze ktoś...

i zamiast szydełkować siedziałam, wlepiałam oczy i cykałam fotki:



oczywiście widok baraszkujących ukochanych kotów ukoił mi nadszarpnięte nerwy....
 tego popołudnia dostałam również barankowanie, przytulanie, mnóstwo mruczenia i ocierania...
wycałowałam po główkach i każdemu po kolei powiedziałam, że go kocham.. 
do pełni szczęścia brakowało jedynie Staszka, który jak zawsze łowił myszki na okolicznych polach...
i znów świat był piękny... i nie było mi już ani przykro ani źle...  znów założyłam różowe okulary... przyszyłam zatem szydełkowe kwiatki i w nowych butach pobiegłam strzelić fotkę różanecznikowi, który w tym roku wyjątkowo obdarował mnie masą kwiatów i to w trzech kolorach!!...


Kolorowego tygodnia Wam Kochani życzę!!!
Aga ;)